Medytacja ma też skutki uboczne — i dobrze, że nauka wreszcie mówi o nich głośno
7 maja 2026

W środowisku, które kocha medytację, łatwo zapomnieć, że każda skuteczna metoda ma również swoje ryzyka. Badanie opublikowane w czasopiśmie „Clinical Psychological Science" na reprezentatywnej próbie medytujących w USA przypomina o tym uczciwie — i to dobra wiadomość dla wszystkich praktykujących.
Autorzy (zespół z udziałem Julienty Galante, jednej z czołowych badaczek bezpieczeństwa medytacji) przeanalizowali częstość niezwykłych doświadczeń i efektów niepożądanych wśród osób medytujących. U części praktykujących pojawiają się m.in. napady lęku, natrętne wspomnienia trudnych przeżyć, a w rzadszych przypadkach doświadczenia depersonalizacji czy dysocjacji. Wcześniejsze badania wskazywały ponadto, że osoby z historią traumy z dzieciństwa mogą być bardziej narażone na takie reakcje, zwłaszcza przy praktyce w trakcie aktywnej depresji.
Co to oznacza w praktyce? Nie „medytacja jest groźna", tylko „medytacja jest realnym narzędziem" — a realne narzędzia wymagają rozsądku. Kilka zasad, które z tych badań wynikają wprost: intensywne formaty (długie odosobnienia, wielogodzinne sesje oddechowe) nie są punktem startowym; osoby w kryzysie psychicznym lub z historią traumy powinny praktykować przy wsparciu — najlepiej łącząc praktykę z opieką terapeutyczną; a jeśli praktyka konsekwentnie pogarsza stan zamiast go poprawiać, to sygnał do konsultacji, nie do zaciskania zębów.
Rzetelna scena rozwojowa nie boi się tej wiedzy — korzysta z niej.
Źródło: Clinical Psychological Science (2025), DOI: 10.1177/21677026241298269; omówienie: ScienceDaily / Association for Psychological Science